Słoneczne San Francisco

Wysiadamy z autobusu, zostawiamy bagaże w hostelu, idziemy główną ulicą miasta. Na ziemi leżą setki strzykawek. Nie jedna, nie dwie. Setki. Trzeba bardzo uważać żeby na żadną nie stanąć. Wygląda to co najmniej przerażająco.


Takim obrazem przywitało nas San Francisco. Nie mam pojęcia skąd się tam wzięły i co się właściwie wydarzyło. Po niezbyt przyjemnych doświadczeniach w Los Angeles, trochę obawialiśmy się co będzie dalej. Zupełnie niepotrzebnie. San Francisco, w odróżnieniu od Los Angeles, jest śliczne i całkowicie nas oczarowało.

Nocleg zarezerwowaliśmy w Europa Hostel przy 6th Street. Carlos - właściciel, okazał się bardzo sympatyczny i pomocny. Bez problemu zgodził się żebyśmy zostawili bagaże przed zameldowaniem, a także na następnego dnia po wymeldowaniu. Pokazał nam na mapce miejsca warte uwagi i ruszyliśmy.

Najpierw postanowiliśmy przejechać się, słynnym w tym mieście, otwartym tramwajem. Przejażdżka jest dość droga, bilet kosztuje 7$, ale jak najbardziej warto! Można jechać w otwartych drzwiach, stojąc na podeście i trzymając się tylko za metalową rączkę! Wewnątrz wszystko wygląda trochę jak z innej epoki, wystrój jest niezmieniony od lat, nawet pan konduktor sprawia wrażenie jakby od zawsze tutaj jeździł :) Super przeżycie!




Tramwaj podwiózł nas prawie pod Lombard Street, miejsce, które wszyscy chcieliśmy zobaczyć. Jest to najbardziej zakręcona ulica na świecie. Samochody zjeżdżają powoli ze stromej górki, pokonując zakręt za zakrętem. Całe szczęście, że to jednokierunkowa ulica, chociaż, mimo wszystko, wyjazd z domu musi trwać wieki :) To bardzo słynne miejsce, mnóstwo ludzi tam przychodzi, a my trafiliśmy na prawdziwe tłumy! Ciężko było zrobić zdjęcie żeby uchwycić zjeżdżające samochody.


Czym byłaby wycieczka do San Francisco bez słynnego, czerwonego mostu Golden Gate ?
To był nasz kolejny punkt programu. A żeby było ciekawiej i szybciej postanowiliśmy wypożyczyć rowery i w ten sposób tam dojechać. Wypożyczalni rowerowych jest mnóstwo. Są praktycznie co krok i kuszą atrakcyjnymi cenami.

A żeby było jeszcze ciekawiej, zdecydowałyśmy się z Paulą na tandem. Żadna z nas wcześniej nie jechała tego typu rowerem. W sumie nie jest to nic trudnego tylko trochę dziwnie się jedzie, zwłaszcza z tyłu jest niezbyt komfortowo :). Odrobinę bardziej trzęsło niż na zwykłym rowerze i kierownica mocniej "latała". Ale było fantastycznie. 





Pomijając świetną pogodę, która dodatkowo poprawiała walory miasta, San Francisco jest przeurocze. A jazda jego ulicami rowerem... No naprawdę nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszego pomysłu. Miasto jest bardzo dobrze przystosowane do tego typu pojazdów. Jadąc ścieżkami rowerowymi w krótkim czasie można dojechać pod sam Golden Gate.


Można wjechać na most rowerem. Ale wjazd tandemem jest 100 razy lepszy! No i udało nam się dojechać i wrócić w jednym kawałku. A to, jak na pierwszy raz, całkiem spore osiągnięcie.



Wjechaliśmy, wróciliśmy i ponownie poszliśmy na nabrzeże. Tam zrobiliśmy sobie krótki spacer, podziwiając na jednym z pomostów pokaźne stado uchatek. W oddali widać też było wyspę, a na niej słynne więzienie Alcatraz. Tym razem nie mieliśmy wystarczającej ilości czasu żeby się tam wybrać. 




Kolejnym, ostatnim już punktem, który odwiedziliśmy były urocze kamieniczki Painted Ladies przy ulicy Steiner St & Hayes St. Są to identyczne kamieniczki zbudowane w XIX wieku, ustawione jedna obok drugiej. Wyglądają naprawdę bardzo ładnie. Ich charakterystyczne i ciekawe barwy są powodem ich sławy, gdyż w czasach kiedy je zbudowano taka kolorystyka była kontrowersyjna i całkowicie nietypowa. W związku z tym, że są to budynki mieszkalne oglądaliśmy je tylko z zewnątrz. Nieopodal jest Alamo Square Park, w który jest idealnym miejscem do tego by zaszyć się z książką, odpocząć i poleniuchować. Jest to również najlepsze miejsce do podziwiania kamieniczek.



W San Francisco byliśmy tak naprawdę tylko jeden dzień. Zaskoczyło nas wspaniałą, słoneczną pogodą, dużą ilością zieleni, pięknymi widokami. Wielka szkoda, że byliśmy tam tak krótko. Szkoda, że mieliśmy tak mało czasu na wszystkie odwiedzane miasta. Jednak chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej, poznać różne miejsca, doświadczyć różnorodności Stanów. 

Następnego dnia rozpoczęłam swoją samodzielną podróż od Parku Narodowego Yosemite.

Komentarze