Podsumowanie podróży po Islandii

Dziś przed nami ostatni dzień podróży po Islandii. Czas na Reykjawik. Wraz z Adrianem widzieliśmy go już zimą, a teraz wspólnie z Czarkiem i Dawidem postanowiliśmy pójść tam, gdzie zimą nam się nie udało, a także tam, gdzie podobało nam się najbardziej. Pod koniec posta pojawi się również podsumowanie podróży, a także kilka przemyśleń i subiektywnych porad :)

Reykjawik zimą przywitał nas deszczem, śniegiem, wiatrem i chwilowym słońcem. Reykjawik latem przywitał nas deszczem i wiatrem, więc jest poprawa. Jednak jeśli pominąć pogodę (choć ona też oczywiście ma swój urok), to miasto jest naprawdę bardzo ładne.


Co mi się bardzo podobało w stolicy wyspy to, że jest bardzo czysto. Wieje tak, że mało głowy nie urwie, leje, że nic nie widać, a nie ma nigdzie fruwających śmieci. Trochę to niesamowite. Pewnie elfy pomagają mieszkańcom w dbaniu o czystość stolicy :)

Zimą zdecydowaliśmy się skorzystać z wycieczki Free Tour i szczerze polecam takie zwiedzanie bo można dowiedzieć się mnóstwa interesujących rzeczy, miło spędzić czas i wrócić zadowolonym nawet jeśli jest się (tak jak ja...) przemoczonym do suchej nitki. Dwugodzinny spacer pozwolił nam całkiem dobrze poznać miasto i latem już wiedzieliśmy gdzie chcielibyśmy zabrać Czarka i Dawida. Ponieważ mieliśmy znacznie mniej czasu niż podczas pierwszej wizyty na wyspie, zrobiliśmy im bardzo szybki własny free tour. Zaczęliśmy od słynnych na całej Islandii, a chyba także i na całym świecie, hot-dogów. Zachwyciły one m.in. Prezydenta Billa Clintona i członków zespołu Metallica. Faktycznie są bardzo smaczne, dodatek świeżej i prażonej cebulki jest rewelacyjny ;) Gorzej z ceną bo taki hot-dog to wydatek około 25 zł... No, ale cóż. Na Islandii wszystko jest drogie, nie powinno nas to dziwić.

Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy była Harpa - budynek opery i zarazem centrum konferencyjne. Zewnętrzne ściany są wzorowane na bazaltowych skałach występujących na Islandii, a kolory mają odwzorować zorzę polarną. Świetnie to wygląda! Na tyle dobrze, że budynek otrzymał w 2013 nagrodę architektoniczną Unii Europejskiej. Także warto go zobaczyć, naprawdę robi wrażenie zarówno z zewnątrz jak i w środku. A z wyższych pięter rozciąga się fantastyczny widok na całe miasto i góry. Oczywiście przy dobrej pogodzie ;)


Islandia słynie z hákarl - potrawy z sfermentowanego rekina polarnego. Będąc w lutym odpuściliśmy sobie ten posiłek. Wiedzieliśmy, że Czarek z Dawidem też chętnie spróbują więc możemy zjeść wspólne. To był nasz kolejny punkt programu. Poszliśmy do polecanej przez przewodnika z free tour restauracji i zamówiliśmy cały zestaw "przysmaków" islandzkich. Poza rekinem znalazła się tam także suszona ryba, kiełbasa z owcy i w miarę normalne sery. Szczerze mówiąc nie jestem w stanie zrozumieć jak można to jeść... Dla mnie nic z tego zestawu nie było smaczne. Jeszcze w dodatku obrzydzało mnie to. Rozumiem, że tak mogli się żywić ludzie setki lat temu gdy nic innego nie było na wyspie. Ale teraz, jak dla mnie, jest to po prostu okropne. Sam rekin śmierdzi jak jakiś środek odkażający ze szpitala, ma konsystencję gumy i bez wódki "czarna śmierć" nie da się go zjeść. O właśnie. Do tej tacy islandzkich specjałów wzięliśmy sobie po kieliszku Brennivín, isladzkiej anyżowej wódki. I to była jedyna dobra rzecz z tego wszystkiego choć jeśli ktoś nie lubi anyżu to nawet to mu nie posmakuje ;) Jednak bez tej wódki zjedzenie czegokolwiek, przynajmniej dla mnie, zupełnie nie byłoby możliwe...



Względnie najedzeni poszliśmy do miejsca, którego zimą nie udało nam się odwiedzić bo było już zamknięte - kościoła Hallgrimskirkja. Z zewnątrz budynek robi ogromne wrażenie bo jest bardzo wysoki w stosunku do reszty zabudowy Reykjawiku. Z jego wieży możemy podziwiać całą okolicę. Wjazd na górę kosztuje 1000 koron (około 30 zł). Natomiast w środku panuje surowy wystrój, już o wiele bardziej charakterystyczny dla Islandii.


Kolejnym, ostatnim już miejscem, które odwiedziliśmy był pub z piwami regionalnymi. Spróbowaliśmy tam kilku piw produkowanych na wyspie, między innymi z wodą z lodowca oraz z górskim tymiankiem. Mi bardzo smakowało zwłaszcza to drugie. Rewelacyjny delikatny, lekko ziołowy posmak. Bardzo dobre! Wystrój lokalu również wzbudził nasze zainteresowanie, a także taca, na której podano piwa - mapa Islandii, a próbki umieszczone w "dziurach" określających miejsce produkcji danego piwa :)


I to by było na tyle. Oddaliśmy auto i wróciliśmy do Poznania, a potem do Gdańska. Dużo przygotowań, dużo myślenia, dużo planów, organizacji. A tydzień minął jak szalony i musieliśmy wrócić do pracy i innych obowiązków. Ale co zobaczyliśmy to zobaczyliśmy. Było rewelacyjnie i mam nadzieję, że jeszcze uda nam się coś podobnego powtórzyć!

Podsumowanie letniej tygodniowej podróży po Islandii

Koszty

Cały wyjazd wyniósł nas 2315 zł na osobę. W tym są bilety lotnicze, bilety na pociąg z Gdańska do Poznania i powrotne, bagaż, dwa hotele, jedzenie, wypożyczenie auta, paliwo etc. Był to niskobudżetowy wyjazd. Można powiedzieć, że bardzo nisko ;) Ale jedzenie nam jeszcze zostało, hotel wcale nie był najtańszy. Oszczędzaliśmy tam gdzie trzeba, a tam gdzie mogliśmy to pozwalaliśmy sobie na luksusy. Nie wliczam tu wydatków osobistych na miejscu, ale wliczam chociażby posiłek z rekinem :)

Jedzenie

Jedzenie generalnie wzięliśmy z domu. Konserwy, pasztet, serki, chrupkie pieczywo, zupki chińskie, ryż, makaron, sosy pomidorowe w proszku, przyprawy, kawa, herbata, ocean czekolady. To takie najważniejsze rzeczy. Mieliśmy dwie torby po 20kg. Jedną na ubrania, drugą na jedzenie. Więc trochę tego było :)
Jeśli chodzi o wodę to zupełnie nie opłaca się na wyspie jej kupować. Wszędzie z kranów jest dostępna źródlana, świeża woda i ta w butelkach jest dokładnie taka sama. Tak więc opłaca się kupić jedną lub dwie butelki i potem napełniać na stacjach. Na tych dużych są specjalne punkty gdzie można to zrobić.
Mieliśmy w wyposażeniu kuchenkę, gotowaliśmy. Nie było problemu z zakupem butli gazowej na stacji czy w Bonusie.

Ubranie

To jest kwestia, nad którą zastanawiałam się najdłużej, najdokładniej, a i tak niewystarczająco. Problem jest taki, że pogody na Islandii nie da się przewidzieć. Nam prognoza mówiła, że będzie cały czas lało i raz, pod koniec, wyjdzie słońce. Nastawiłam się na totalne przemoczenie. I co? Cały tydzień piękne słońce, pod koniec był deszcz... Tak więc totalnie na opak. Jaki z tego wniosek? Jadąc na Islandię latem trzeba się tak naprawdę nastawić na wszystkie pory roku i zabrać po trochę ubrań na każdą z nich. Bo nie wiadomo. Potrafi zmienić się w ciągu 5 minut...

Co mnie zaskoczyło?

Komunikacja
I mam tu na myśli komunikowanie się z ludźmi. Młodsi, starsi, dosłownie wszyscy, mówią po angielsku. Z każdym można się dogadać, każdy z uśmiechem pomoże, doradzi. Rewelacja!

Ogrzewane ulice
To chyba jedyne miejsce na świecie gdzie nie tylko jest to możliwe, ale i bezpłatne. Obszar geotermalny Islandii daje taką możliwość i jest to prawdziwe ułatwienie dla kierowców zwłaszcza, jeśli na dworze szaleje wichura i śnieżyca. Ponadto gorąca woda płynie również w kaloryferach i z kranu. Też dzięki uprzejmości Matki Natury. Jedynym minusem jest zapach zgniłych jaj. Chociaż mam wrażenie, że im dalej, tym coraz słabszy. Albo to kwestia przyzwyczajenia.

Brak ogrodzeń i biletów wstępu
Praktycznie wszystkie miejsca, które odwiedziliśmy są dostępne bezpłatnie dla wszystkich. I dotyczy to również parkingów. Natomiast przy wodospadach, kraterach, dymiącej ziemi, nie ma żadnych barierek, strażników. Nikogo. Raz na jakiś czas w mocno niebezpiecznych miejscach pojawia się linka na palikach. Islandczycy chyba głęboko wierzą w ludzką inteligencję. Że każdy ma swój rozum i jeśli wejdzie do wodospadu to trudno, widocznie tak musiało być. Trochę to przerażające, ale z drugiej strony proste i logiczne. Chcesz zrobić sobie krzywdę? Twoja sprawa. Elfy cię osądzą...

Owce.
Wiedziałam, że jest ich dużo. Ale nie wiedziałam, że aż tak dużo. One są wszędzie! I panoszą się gdzie tylko mogą. A głupi człowiek musi ustępować bo potrącenie owcy jest chyba bardziej poważne niż potrącenie człowieka!

Islandia jest cudowna. Dzika, nieodkryta, nieujarzmiona. Miejmy nadzieję, że pozostanie taka jeszcze długo bo to jedno z nielicznych, tak dużych i wciąż naturalnych, miejsc w Europie :)



_____________
Potrzebujesz pomocy w wyprawie na Islandię? Napisz. Pół roku siedziałam nad trasą, może będę w stanie pomóc :)

Komentarze

  1. Muszę podesłać link mojej siostrze. Planują z mężem podróż na Islandię i myślę, że mogą tu znaleźć dużo wsparcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam! Jakby mieli jakieś pytania to chętnie pomogę :)

      Usuń
  2. Piekny kraj. Mam nadzieje, że w najbliższym czasie go odwiedzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jest cudowny. Bardzo serdecznie polecam :)!

      Usuń
  3. Islandia to zdecydowanie moje marzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Może kiedyś uda się odwiedzić to miejsce... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajne zdjęcia, no i wyprawa super! Podróże o każdej porze roku są wspaniałe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Podróże zawsze są wspaniałe ;) Zwłaszcza w takie piękne miejsca!

      Usuń
  6. Marzy mi się wyjazd na Islandię. Mój znajomy pracował tam przez kilka lat i zawsze jak sie widzieliśmy to bardzo zachwalał to miejsce :) Nic tylko w końcu zebrać budżet i lecieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam! Zwłaszcza, że jeśli nie wymagamy luksusów to da się nie zbankrutować :D A naprawdę warto jechać!

      Usuń
  7. Bardzo przyjemna wyprawa, marzy mi się Islandia, więc z przyjemnością czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajne podsumowanie :) Islandia jeszcze przede mną ale nie mogę się jej już doczekać! I nie tyle chodzi o miasta co o te piękne krajobrazy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Krajobrazy są cudowne :) Wszędzie tak dziko i naturalnie. Idealnie żeby odpocząć od codziennego zgiełku.

      Usuń
  9. Wspaniałe! Jedna z moich podróży- marzeń :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz