Krótka wizyta w Stanie Utah

Plan był zupełnie inny. Chciałam jechać do Yellowstone, ale na skutek nieprzewidzianych wydarzeń zostałam bez wystarczającej ilości pieniędzy :) Miałam już jednak kupione bilety do Salt Lake City. Co tu zrobić w takiej sytuacji ?

W związku z kolejnymi etapami podróży przez kilka kolejnych dni i tak nie mogłam zaplanować nic innego. Stwierdziłam, że skoro już mam te bilety to pojadę zobaczyć słynne słone jezioro. Udało mi się na couchsurfingu znaleźć hosta, który mógł przyjąć mnie na dwie noce w stolicy stanu Utah. Jechałam nocą z autobusem z Los Angeles (wróciłam tam z San Francisco by odwiedzić Universal Hollywood Studios) przez Las Vegas. Z samego rana dojechałam do miasta i miałam cały dzień na włóczenie się i zwiedzanie. 

Zaczęłam od pralni :)

Pralnie w Stanach funkcjonują całkiem dobrze. Za około 5$ miałam w ciągu godziny wyprane i wysuszone pół zawartości plecaka. Ze świadomością, że jutro nie będę miała problemu z "co mam czystego i mogę założyć" ruszyłam na podbój miasta. 

Szybko okazało się, że nie wszędzie dam radę podejść i łatwiej, a przede wszystkim zdrowiej, będzie podjeżdżać do wybranych miejsc autobusem. Problem w tym, że autobusy w Utah funkcjonują według sobie tylko znanym rozkładów. I tak stałam 40 minut i czekałam aż podjedzie cokolwiek. W międzyczasie poznałam sympatyczną panią, która jak usłyszała, że zamierzam dziś spać u obcego faceta, to była przerażona. Powiedziała, że może ona nie ma świetnych warunków, ale gdyby coś poszło nie tak, to mam bez wahania do niej przyjść i jakoś mnie przenocuje. Dała mi swój adres, numer telefonu, była naprawdę bardzo przejęta. Zupełnie nie spodziewałam się aż tak ciepłego podejścia. Na szczęście jej pomoc nie była potrzebna.

Mój host, Jeremy, okazał się fantastycznym człowiekiem. Jak tylko wrócił z pracy zawiózł mnie nad słone jezioro. Śmiał się, że dla wszystkich, którzy przyjeżdżają jest ono zawsze największym zaskoczeniem. I szczerze? Miał rację. Zupełnie nie tego się spodziewałam. Jezioro jest brudne, śmierdzi, wszędzie pełno much i nie mam pojęcia czy jest słone bo napawało mnie obrzydzeniem żeby to sprawdzać. Jak wróciłam do Jeremiego (powiedział, że nie ma zamiaru wychodzić z samochodu bo nie warto) to nawet nie musiałam nic mówić. Śmiał się przez całą drogę powrotną do domu...



Spędziliśmy pół nocy na piciu, gotowaniu krewetek, piciu, rozmawianiu o życiu, piciu, rozmawianiu o Polsce i Stanach. No i piciu. 
Okazało się, że ma z Polską całkiem sporo wspólnego. Jego dziadek, podczas wojny, wylądował ranny w jakiejś małej miejscowości na południu. Tam zaopiekowano się nim i przywiózł wiele wspaniałych wspomnień i pamiątek z naszego kraju. Również Jeremy był kilka razy w Polsce, nawet przez pewien czas był związany z naszą rodaczką :)
Następnego dnia, Jeremy musiał jechać do pracy więc zostawił mi klucze żebym mogła wyjść kiedy tylko będę chciała.

Salt Lake City jest stosunkowo małym miastem  szybko odkryłam, że właściwie nie ma tu zbyt wiele do zwiedzania. Jednak jest naprawdę bardzo ładnie. Dookoła wysokie góry, a w mieście czysto, ulice przystrojone kwiatami, dużo parków, mały ruch. Spokojnie, idealnie żeby odetchnąć.
Na spokojnie rozpoczęłam zwiedzanie od Uniwersytetu w Utah. Później zwiedziłam jeszcze katedrę św. Marii Magdaleny, kościół św. Ambrożego, State of Utah czyli siedzibę lokalnych władz. Tak naprawdę dzień spędziłam na odpoczynku. Nie musiałam się nigdzie spieszyć, nie niosłam na plecach kilkunastu kilogramów bagażu. Chodziłam spokojnymi, pustymi ulicami miasta i po prostu cieszyłam się, po raz kolejny, że jestem w Stanach.






Wieczór znów spędziłam z Jeremim, ale dość krótko bo obydwoje byliśmy mocno zmęczeni. Następnego dnia podrzucił mnie na przystanek autobusowy i wróciłam do Las Vegas, skąd miałam samolot do kolejnego miejsca - Waszyngtonu.

Wycieczka do Utah, do Salt Lake City, nie była do końca taka, jaką planowałam. Nie znalazłam tam zbyt wiele do zwiedzania. Jednakże miło spędziłam czas, poznałam wspaniałego człowieka, po raz kolejny przekonałam się że obcy ludzie są gotowi do pomocy. I trzeba przyznać, że tak naprawdę to ani trochę nie żałuję, że tam pojechałam :)








Komentarze