Ze statku do pilota wycieczek

Jestem uparta i to bardzo. Jak sobie coś wymyślę to może się palić i walić, a ja zrobię co się da żeby to osiągnąć. Ale z drugiej strony jak coś mnie znudzi to odpuszczam i w ogóle już nie zwracam na to uwagi. Trochę to wszystko pokręcone :)

Odkąd pamiętam uważałam się raczej za umysł humanistyczny niż ścisły. Dużo pisałam, dużo czytałam. W liceum klasa humanistyczna mimo że cały czas mi powtarzano idź do mat-fizu, tam się lepiej odnajdziesz, więcej możliwości przy wyborze studiów. Nie. Uparłam się, że skończę i pójdę na prawo. W kwietniu przed maturą zmieniłam zdanie i wybrałam Politechnikę, Wydział Okrętowy. Cała moja rodzina pukała się w głowę, jak ja to ogarnę. No, ale ogarnęłam. Zdobyłam zawód, mogłam budować statki. Ale już w pewnym momencie, jeszcze w czasie studiów, stwierdziłam, że to totalnie nie dla mnie. Uwielbiałam wodę, nic się nie zmieniło. Spędzałam weekendy na żeglowaniu, w wolnym czasie chodziłam na plażę i z lądu klasyfikowałam statki według typu, określałam długość. Ale zabrakło mi tego czegoś, co sprawia, że praca jest radością, a nie obowiązkiem. Jak myślałam o tym, że mam przez kilkanaście lat, może nawet do końca życia pracować ze statkami, projektować, budować... No nie chciałam tego. Wiedziałam, że nie będzie to dla mnie przyjemność.

To był już czas kiedy podróżowałam, odkrywałam świat, zdobywałam go. To dawało mi radość, satysfakcję, szczęście. Myślałam o drugich studiach, pójściu całkowicie w turystykę. Ale nie byłam przekonana, cały czas czekałam na coś. Nie do końca wiedząc na co.

Znalazłam kurs pilota wycieczek. Zapisałam się. Po jakimś czasie dostałam informację, że nie zebrała się wystarczająca ilość osób i zapraszają za rok. Za rok to samo. Nie poddawałam się, wiedziałam, że prędzej czy później się uda. No i się udało. Poszłam, ukończyłam i wiedziałam, że to jest to coś. Że w to chcę iść, to mi się podoba. Od tego czasu robię mnóstwo różnych kursów. Coraz bardziej zagłębiam się w tajniki turystyki, w cały ten świat. I z każdym kolejnym kursem, z każdym nowym doświadczeniem wiem, że dobrze idę. Że mi się to podoba i wsiąkam. Jeszcze może nie wiem co dokładnie będę robić i jak się to wszystko potoczy, ale po wielu wielu latach wiem, że jestem na właściwej drodze :)

Sterując Dorisem po Zatoce Gdańskiej

Na jachcie Doris w drodze na Jeziorak

Komentarze