Diagnoza. Choroba "podróż"

Czy podróżowanie można uznać za chorobę? 

Jeśli tak, czy można tym zarażać innych? 

I może najważniejsze, czy można się z tego wyleczyć?


Wstaję rano, robię śniadanie, parzę kawę i siadam do przeglądania internetowych stron linii lotniczych w poszukiwaniu lotów w kolejne miejsca. Codziennie. Naprawdę nie wiem co musi się zdarzyć żeby mój poranek wyglądał inaczej. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem nie jest to uzależnienie. I doszłam do wniosku że jeśli tak, to chyba najzdrowsze, najbardziej rozwijające i najprzyjemniejsze w jakie kiedykolwiek mogłabym popaść. (Na drugim miejscu postawiłabym picie kawy).

Zupełnie nie wyobrażam sobie co by się stało jakby mi ktoś w tej chwili powiedział, że nie mogę wyjeżdżać. Że mam siedzieć w domu, nie sprawdzać tych wszystkich połączeń. W ogóle o tym nie myśleć. Chyba nawet bym nie próbowała się do tego zastosować. To jest coś, co jest nierozerwalnie ze mną związane. Na tym opieram swoje plany, marzenia. Podróże motywują mnie do działania, chcę ciągle coś nowego odkrywać, czuć, smakować. To nawet nie jest tak, że nie byłabym szczęśliwa. Życia sobie bez tego nie wyobrażam. Bo co by to było za życie ? Puste, bezbarwne, monotonne. Nudne. Nie lubię nudy.

Czasami mam wrażenie, że to ciągłe gadanie o wyjeździe tu, wyjeździe tam wkurza moich znajomych i rodzinę. No bo ile można na każde pytanie "Co słychać?" słuchać odpowiedzi "Jadę tu, chcę pojechać tu, czytam o tym, planuje to i tamto"...  Ale chyba już powoli się przyzwyczajają.
Ba, ostatnio zauważam, że chcą jechać gdzieś ze mną. Więc chyba nie jestem aż tak strasznie męcząca :)


I tu dochodzę do odpowiedzi na pytanie czy podróżowanie jest zaraźliwe ?
Według mnie można i w dodatku jestem niesamowicie dumna jak uda mi się kogoś zarazić. Nawet Adrian (współdomownik - narzeczony) chociaż na początku sceptyczny, ostatnio coraz mniej marudzi jak po powrocie do domu pierwsze o czym go informuję to nowy kierunek wycieczki. Więc chyba go zaraziłam. Albo się przyzwyczaił, ale to bardziej pesymistyczne myślenie. Więc niee. Zarażony. I tego się trzymam.

Co z leczeniem ?
A czy każdą chorobę trzeba leczyć ? Czy w ogóle jest sens ? Wszyscy wiemy, że katar leczony trwa tydzień, a nieleczony 7 dni. Więc tak naprawdę nie warto (chociaż i tak to robimy). Przy podróżowaniu sprawa ma się jeszcze trochę inaczej. Podróże dają w życiu tyle dobrego, że według mnie, próba leczenia się z nich jest szkodzeniem samemu sobie. To dopiero jest niezdrowe.

Więc myślę sobie, że jeśli już ktoś zapadnie na "chorobę" zwaną Podróżą to nie tylko nie ma sensu próbować się z tego leczyć. Nie warto bo jest nieuleczalna. Jak już dopada to na amen. I tylko trzeba ją rozwijać, pielęgnować i robić wszystko coś się da, aby trwała jak najdłużej. Bo przyniesie nam wiele korzyści i to praktycznie na każdej płaszczyźnie życia.

Myślę, że czas na śniadanie i kawę. Komputer już włączony, czas poszukać nowych, pięknych miejsc do odkrycia :)

Miłego dnia wszystkim !

Komentarze